Skrzynka z narzędziami

… czyli kilka słów o warsztacie – część pierwsza.

 

 

– Jak wygląda to twoje dzierganie? – spytała Aga. Spotkałyśmy się przez przypadek na mieście i wylądowałyśmy na grzanym winie.
– Ale jak to? – ze zdziwienia zmarszczylam brwi.
– Po prostu siadasz i robisz, a potem wrzucasz to na bloga?
– No tak – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
– A masz jakiś zapas tych swoich włóczek, czy na bieżąco kupujesz?
– To zależy… – roześmiałam się.
– Ale skąd w ogóle bierzesz pomysły i te… te… schematy? Bo ze schematów robisz, prawda? – dopytywała się.
– No właśnie nie. To znaczy rzadko.
– Ale jak to? – zdziwiła się, więc zabrałam się za wyjaśnianie, po raz kolejny zresztą, bo nie była pierwszą osobą, która mi zadawała podobne pytania.

Ta notka (i kilka następnych z tej serii) jest dla tych wszystkich, którzy planują pytać w przyszłości o mój proces twórczy i warsztat (ja naprawdę bardzo nie lubię się powtarzać). Jest też dla tych, którzy spytać się boją. Zosia, to głównie dla Ciebie. 😉
Dziś będzie o moich akcesoriach i “skrzynce z narzędziami”, bo bez nich mogę sobie co najwyżej wyobrazić, że dziergam [1].
Kiedy byłam jeszcze bardzo małą dziewiarką nie miałam nawet własnego szydełka. Wszystkie domowe należały do Mamy, która trzymała je w jednym miejscu i dbała, by żadnego nie brakowało. Szydełek było niewiele, wszystkie miały już swoje lata i zawsze były mocno zapracowane. Kiedy chciałam coś wydziergać musiałam zgłosić wypożyczenie szydełka i odłożyć je z powrotem po skończonej pracy. Być może brzmi to strasznie, ale ów zamordyzm szydełkowy trzymał maminą kolekcję w praktycznie nienaruszonym stanie i dzięki niemu ja również zawsze miałam dostęp do wszystkich potrzebnych narzędzi.
Z czasem za uciułane kieszonkowe zaczęłam kupować własne szydełka, a kiedy dostałam pierwszą pracę nagle okazało się, że korzystanie z maminych zapasów przestało być konieczne, a nawet zdarzało się, iż to Mama pożyczała ode mnie. 😉
Na sporej kolekcji szydełek jednak się nie skończyło. Wraz z poznaniem sekretu robienia na drutach pojawiło się w moich zbiorach kilka pojedynczych par, które dosyć szybko i tajemniczo zaczęły się rozmnażać. Na zeszłą Gwiazdkę Siostra podarowała mi zestaw ośmiu par bajecznie kolorowych “kredek” KnitPro Spectra Trendz (3.5, 4.0, 4.5, 5.0, 5.5, 6.0, 7.0 i 8.0 mm) z wymiennymi żyłkami, który sama szybko uzupełniłam o trzy pary drutów chunky (9.0, 10.0 i 12.0 mm) z tej samej akrylowej serii.
Nie lubię przerywać sobie pracy bieganiem po pasmanteriach po akurat brakujący rozmiar szydełka czy drutów, więc dążę do stworzenia kolekcji idealnej, w której będzie absolutnie wszystko. Sporo mi jeszcze do tego brakuje (druty skarpetkowe <3), ale i tak chyba nie mam powodów do wstydu.
Dziś w swoich zbiorach mam różne rodzaje i rozmiary szydełek oraz drutów, igły, zestaw do robienia pomponów, markery do oczek, nici, koraliki… (wszystko kupione, otrzymane od przyjaciół lub własnoręcznie zrobione).
Nie mam niestety miejsca na pracownię z prawdziwego zdarzenia, więc od kiedy moja kolekcja tak mocno się rozrosła nieustannie walczę z ekspansywnym zachowaniem niektórych akcesoriów, zwłaszcza tych piekielnie ostrych i niebezpiecznych. Koniec końców “skrzynka z narzędziami” wylądowała na regale w salonie i tak naprawdę nie jest skrzynką, lecz sporą szufladą i kilkoma pudełkami, które tłoczą się na półkach. Wygląda to całkiem dobrze, ale z początkiem roku dla pewności zdecydowałam, że moja “skrzynka” przechodzi na dietę i póki co się tego trzymam. Mm… Staram się trzymać. 😉
O ile na regale panuje wręcz nieznośny porządek, o tyle moje właściwe miejsce pracy to zupełnie odmienna historia. Kiedy pracuję w domu zazwyczaj okupuję kanapę i stolik kawowy [2], czyli miejsce tradycyjnie przez nas przeznaczone do spożywania posiłków i oglądania filmów. Każda próba wykorzystania tej przestrzeni do tych zwykłych celów zaczyna się od przekładania włóczek, drutów, igieł… Uwierzcie mi, siedzenie na szpilkach jest emocjonujące tylko w znaczeniu frazeologicznym.
Bywa ciężko, ale przyzwyczailiśmy się do tego szybko i bez problemów. No dobrze, mijam się z prawdą. Po prostu mój współlokator to oaza spokoju. 😉
Na zdjęciach zobaczycie całą “skrzynkę z narzędziami” i większość akcesoriów. Jest sporo do oglądania, więc rozsiądźcie się wygodnie i kliknijcie pierwsze. Na czarnym tle lightboxa przyjemniej się ogląda. :) Jeśli macie jakieś pytania (typu co do czego służy) chętnie na nie odpowiem w komentarzach lub mailowo. Wypatrzycie bez podpowiedzi zestaw do robienia pomponów i knitting loom? 😉
skrzynka z narzędziami
Puszki z rozmaitym badziewiem. 😉
skrzynka z narzędziami
Skadiowa skrzynka, w której trzymam resztki włóczek oraz etui z “kredkami”. Od czasu kiedy zrobiłam to zdjęcie różowe coś zmieniło się w całkiem fajny sweter, a w jego miejscu piętrzy się stos włóczek.
skrzynka z narzędziami
Właściwa “skrzynka z narzędziami. Zielona puszka po STR8 to mój tymczasowy igielnik.
skrzynka z narzędziami
Igły, nitki, muliny i tona koralików. Te z prawdziwych minerałów lubię łączyć w wisiorki z szydełkowymi kulkami.
skrzynka z narzędziami
Fanstastyczny, pierwszy i jedyny (na razie) w mojej kolekcji naparstek przywieziony przez Gosiaka z Toledo.
skrzynka z narzędziami
Nieustannie brakuje mi drutów…
skrzynka z narzędziami
Magiczne “kredki” od mojej Kasi. Jedną z brakujących par możecie odszukać na poprzednim zdjęciu, dwie pozostałe w tym czasie dziergały. 😉
skrzynka z narzędziami
Te wielkie agrafki służą do łapania oczek, a szeroka linijka to miarka do mierzenia grubości drutów.
skrzynka z narzędziami
Czerwone “kredki” 3,5 mm. Jedne z moich ulubionych.
skrzynka z narzędziami
Dzielni wojownicy z Gumi-armii.
skrzynka z narzędziami
Zatyczki i klucze do żyłek.
skrzynka z narzędziami
Skromna kolekcja drutów prostych.
skrzynka z narzędziami
skrzynka z narzędziami
Drutowo-biżuteryjni goście w szydełkowym raju. Zestaw knitting loom dostałam od Jarka i Kasi, a igłę do gobelinów od Mamy mojego Piotrka. :)
skrzynka z narzędziami
Bambusowe…
skrzynka z narzędziami
Metalowe, teflonowe i osamotniona plastikowa ósemka.
skrzynka z narzędziami
skrzynka z narzędziami
Dwa z moich trzech kompletów drutów skarpetkowych. Chcę więcej. 😉
skrzynka z narzędziami
skrzynka z narzędziami
skrzynka z narzędziami
Troszkę inna laleczka dziewiarska.
skrzynka z narzędziami
Knitting loom w całej okazałości.
skrzynka z narzędziami
Mroczna strona skrzynki. Kolekcja czaszek z howlitu. Kiedyś przysiądę i porobię z nich kolczyki. 😉
[1] Tak, wiem, są osoby, które z powodzeniem dziergają palcami, ale ja do nich nie należę.
[2] Oprócz mojej “pracowni kanapowej” ważną rolę odgrywa “warsztat mobilny”, ale to już temat na nowego posta.

10 Comments

  1. Ja też się cieszę, że mnie znalazłaś. 😀 Druty w nieoczekiwanych miejscach to nic! Kiedyś wyjmowałam z kanapy igły! Nie mam pojęcia jak się tam znalazły. 😛

  2. Uśmiałam się jak poczytałam o emocjonującym siedzeniu na drutach 😉 kiedyś w kolanko wbiłam sobie z radości nożyczki.. a dziś mój M i Kota muszą pomyśleć zanim usiądą gdzieś, bo nie wiadomo jaką to niespodziankę dla nich w poduchach kanapowych schowałam. :) Chwała mi, że Cię znalazłam, bo będę w stanie argumentować wykorzystanie całej powierzchni stolika kawowego na potrzeby dziewiarstwa, bo jak do tej pory M. mój uważa, że ja jakaś nie do końca normalna jestem z tym rozkładaniem robótek i drutków gdzie się da. No ale to przecież jasne, że wszystko trzeba mieć pod ręką, prawda? 😉

  3. Dziękuję. :) Uwielbiam moje "kredki", ale nie wiem czy są najlepsze na świecie… Kiedyś pewnie napiszę post z recenzją. Pozdrawiam. :)

  4. Aleee kolekcja! I masz najlepsze na świecie (według mnie :-P) druty KnitPro i szydełka Tulip – uwielbiam je. Robisz piękne zdjęcia! :) Pozdrawiam

  5. O, dziękuję bardzo. Pomyślę nad wzięciem udziału. :)

  6. Żelkowe misie to zatyczki do drutów. Wtyka się drut w takiego misia, by zapobiec pogubieniu oczek, kiedy się akurat nie pracuje nad robótką.

  7. Właściwie nic. Niby to urządzenie ma zastąpić dzierganie drutami na żyłce na okrągło lub na pięciu drutach skarpetkowych, ale ma dużo mniejszą funkcjonalność. Nauczyłam się z niego korzystać, ale zdecydowanie wygodniej dzierga mi się na pięciu drutach.

  8. Noo…masz się czym chwalić :) Dla mnie największą tajemnica były "żelkowe misie", ale sprawdziłam i już wiem, że to nie żelki 😀 Pozdrawiam

  9. Post specjalnie dla mnie! :) A co robiłaś z pomocą Knitting loom?

Zostaw po sobie ślad. Uwielbiam czytać komentarze!