Anonimowi robótkoholicy

Anonimowi robótkoholicy
Niech nikt nawet nie próbuje mnie wyleczyć. Kocham ten stan. W głowie kłębi się włóczka, ręce nie mogą przestać dziergać, a wzrok nie widzi świata poza przesuwającymi się oczkami. Serio, nie potrzebuję żadnych odwyków. Wciąż jeszcze wyrabiam się do pracy i jestem tam zadziwiająco produktywna. Dom nie lepi się od brudu (no, powiedzmy), głodni nie chodzimy i nawet zdarza mi się przesypiać te 5 godzin. Nie, nie potrzebuję żadnych leków. Chyba, że macie w apteczkach dodatkowe godziny. Przyjmę każdą ilość i popiję suto. Alpaką.

Ogarnął mnie jakiś dziki szał dziewiarski. Coś co zdarza mi się zazwyczaj przed świętami w tym roku przyatakowało wcześniej i nie towarzyszy mu tym razem żaden typowy dla ogarniania prezentów stres czy amok. Po prostu zdejmuję z drutów jedną chustę i nabieram oczka na kolejną.

 

Tak, 2016 jest zdecydowanie rokiem chust. Wydziergałam ich w sumie pięć, a szósta i siódma są na finiszu. Na ósmą mam już wybraną włóczkę, przy dziewiątej się w tej kwestii trochę waham. Wzory na dziesiątą i jedenastą też już znane, ale muszę je sobie kupić. Przy dwunastej się jeszcze biję z myślami, ale do końca roku zostały jeszcze 4 pełne miesiące, więc powinno mi się to wykrystalizować. Czy przerobię w 2016 cały tuzin? Skrycie na to liczę, ale plany mogą mi pokrzyżować swetry. Chciałabym porobić sobie jakieś, choćby i jeden, na jesień i zimę. Mam już nawet kilka pomysłów. Kuszą wzory na Ravelry, a i kilka moich własnych projektów prosi się o realizację. Zobaczymy.

 

Poza tym są jeszcze kosze. Gdybym miała nieograniczoną ilość bawełnianego sznurka dziergałabym je nieustannie. Na grubym szydełku powstają naprawdę ekspresowo i do tego świetnie wyglądają. Następny będzie w odcieniach zieleni, bo takie właśnie sznurki wygrałam w Drutozlotowej loterii od MILA Druciarnia (o Drutozlocie będzie kolejny post!). Chyba, że Piotrek znajdzie dla tej bawełny lepsze zastosowanie – to w sumie on wprowadził w naszą przestrzeń takie trawiaste kolory.

 

Plan na najbliższe miesiące – remanent we włóczkach i przerabianie zapasów. Te mi już wyszły z pudeł, zawładnęły pojemnikami na pościel i zaczynają się piętrzyć na kanapie. Mamy teraz na niej zdecydowanie za mało miejsca, więc jestem na zakupowym odwyku (mm… Mirella się w to nie wlicza ;)).

 

A co z szyciem? Tu mi idzie powoli, ale prę do przodu. Na wakacjach uszyłam jedną bluzkę (Ci co mnie śledzą na Instagramie wiedzą o tym doskonale) i wycięłam kilka wykrojów. Kolejne projekty? Tiulówka i spódnica z koła dla Siostry, jakieś nieskończone ilości spodni do skrócenia, szorty i dwie sukienki dla mnie. Serio brakuje mi godzin. Czy są na to jakieś suplementy?
</br>

2 Comments

  1. Cześć, mam na imię Kamila, więc nie jestem anonimową robótkoholiczką i wcale się tego nie wstydzę :) U mnie chusty od dwóch lat królują, też mam w głowie kilka naprzód zaplanowanych, tez potrzebuję choć jednego swetra i też mam za dużo włóczki w domu. Jedyne przed czym się (jeszcze) oparłam to sznurki… ciekawe na jak długo
    Do kompletu jestem jeszcze uzależniona od testowania wzorów i próbuję spisywać swoje.
    Chętnie podłączę się pod zamówienie dodatkowych godzin do doby 😉
    pozdrawiam

Zostaw po sobie ślad. Uwielbiam czytać komentarze!