Wearable art. Don’t panic.

… czyli piąte wyzwanie The Fiber Factor.

Jeszcze nie zdążyliśmy odetchnąć po wynikach czwartego wyzwania, a już organizatorzy The Fiber Factor ogłosili piąte. Jeśli sądziliście, że poprzednie były szalone to radzę usiąść wygodnie i zapiąć pasy. Znajdujecie się obecnie w dziewiarskiej kolejce górskiej.

Piąte wyzwanie zostało ogłoszone 12 września, ale sami uczestnicy poznali jego treść już kilka dni wcześniej i zalewali konkursowe forum tajemniczymi postami pełnymi przerażenia. Od kiedy informacja o zadaniu dotarła i do mnie jestem w stanie całkowicie ich zrozumieć i sama się dziwię, że nie wczołgałam się jeszcze pod jakiś bezpieczny kamień. Najnowsze wyzwanie powinno mieć podtytuł “Nie panikuj” wypisany dużymi przyjaznymi literami [1]. No, ale od początku.
Sztuka do noszenia
Piąte zadanie The Fiber Factor nosi nazwę “Wearable art”, czyli (po polsku już nie tak ładnie) “Sztuka do noszenia”. Uczestnicy konkursu w dwa i pół tygodnia mają stworzyć zapierające dech w piersiach stroje, które będą prezentowane przez profesjonalne modelki na prawdziwym wybiegu. Tym razem warunków do spełnienia jest jeszcze więcej niż w poprzednim zadaniu.
Po pierwsze – techniki. 
Robienie na drutach tylko jedną z technik, którą mają do wyboru uczestnicy The Fiber Factor. Bez ograniczeń mogą również podczas tego wyzwania szydełkować, tkać, szyć i filcować. Ilość i proporcje użytych technik mogą być całkowicie dowolne, ale koniecznie musi się w ich pracy pojawić artfelt czyli technika filcowania wykorzystująca specjalny papier.
Po drugie – materiały. 
Swatchers’i muszą wybrać przynajmniej jeden z czterech rodzajów włóczek z wełną merynoską firmy Schoppel. “Gradient”, “Pur Schoppel” i “Reggae Ombre” to stuprocentowa wełna o różnych kolorach i grubościach, a “In-Silk” oprócz wełny zawiera także 25% jedwabiu. Ze względu na dużą zawartość wełny wszystkie one świetnie się filcują. Oprócz włóczek uczestnicy dostali również do wyboru pasujące kolorystycznie czesanki [2] firmy Schoppel, zarówno standardowe pasma wełnianych włókien, takie które znamy z polskich sklepów, jak i tzw. “ołówkowe” (“pencil roving”), przypominające nieco grubą włóczkę i służące do tworzenia aplikacji. Nigdy nie widziałam “ołówkowych” czesanek w polskich pasmanteriach. Natrafiliście na nie może?
Natalie Larson, jedna z uczestniczek konkursu, napisała mi, że przed ogłoszeniem wyzwania wszyscy uczestnicy dostali próbniki z kolorami, z których mogli wybrać w sumie do kilograma włóczek i czesanek w całkowicie dowolnej konfiguracji. Mogli mieszać włóczki i czesanki, kolory i rodzaje włókien byle tylko finalna waga zamknęła się w 1000 gramach, a w zamówionej paczce znalazł się przynajmniej jeden motek dowolnej włóczki i przynajmniej jeden motek jakiejkolwiek czesanki.
Oprócz włóczek i czesanek swatchers’i dostali także papier do artfelt’u oraz możliwość korzystania z innych włókien i tkanin, które jednak nie były subsydiowane przez organizatorów.
Po trzecie (jakby to wszystko nie wystarczyło) – twist.
Obok tych wszystkich technik i materiałów w zadaniu pojawił się mały kruczek. Konkursowicze muszą wkomponować w swoje ubiory również jeden materiał niekonwencjonalny. Może on być całkowicie dowolny pod warunkiem, że nie będą to wspomniane w poprzednim podpunkcie tkaniny i włókna. Jednym z jurorów w tym zadaniu jest projektant Steven Berg, któremu zdarzało się dziergać nawet z kabli elektrycznych, więc uczestnicy konkursu mają naprawdę duże pole do popisu.
Artystyczne filcowanie 
Jednym z ważnych elementów piątego wyzwania jest filcowanie, czyli inaczej spilśnianie. Moja Babcia jest z zawodu modystką, więc kawałkami filcu bawiłam się już jako mała dziewczynka, ale sama nigdy nic nie ufilcowałam [3]. Przynajmniej nie celowo. 😉
Filcowanie to technika formowania włókien naturalnych za pomocą specjalnej igły bądź igieł (filcowanie na sucho) lub zamydlonej ciepłej wody (filcowanie na mokro). Podczas filcowania na sucho i mokro wykorzystuje się naturalne zdolności tych włókien (wełny, sierści, włókien roślinnych i niektórych włókien sztucznych) do tworzenia między sobą połączeń, kurczenia się i zbijania w zwartą masę. W filcowaniu na mokro właściwości te można wzmocnić przez użycie gorącej wody bądź pary wodnej oraz słabych roztworów kwasów i zasad (w warunkach domowych np. zwykłego białego octu winnego), a także intensywnego nacisku i tarcia (w warunkach przemysłowych służą do tego specjalne maszyny, a w domu, przy małych projektach można zastosować zawinięcie robótki na wałku i mocne rolowanie).
Możemy wyróżnić filce bite, czyli takie, które powstały ze spilśnionych włókien (np. ze wspomnianych już czesanek wełnianych) oraz filce tkane, stworzone ze spilśnionych tkanin. Dziewiarze i użytkownicy wyrobów wełnianych wymieniają również trzecią odmianę filcy. Filc niechciany, zwany również szatańskim [4] to taki, który powstaje przez długotrwałe użytkowanie włóczkowych wyrobów (wełniane ubrania zbijają się samoistnie podczas noszenia, kiedy warstwy dzianiny ocierają się o ciało człowieka i siebie nawzajem) oraz niewłaściwą ich pielęgnację (np. pranie w zbyt wysokich temperaturach, czy intensywne pocieranie podczas prania ręcznego). Jeśli mamy szczęście taki niechciany filc może być nawet całkiem artystyczny.

Podczas gdy uczestnicy The Fiber Factor mogą wybrać czy wykorzystają w swoich projektach standardowe metody filcowania, czy nie [5], muszą znaleźć w nich miejsce dla artfelt’u. A czym właściwie jest ten artfelt? Tak jak już pisałam to taka nietypowa metoda filcowania wykorzystująca jako podłoże specjalny papier. Można powiedzieć, że jest to specyficzny rodzaj filcowania na mokro (tu też namaczamy czesankę w namydlonej wodzie), ale mam znacznie większą kontrolę nad naszą robótką. Czesankę nakładamy na papier do artfelt’u, dźgamy ją igłą do filcowania i pocieramy dłonią, by poszczególne kolory i papier połączyły się, a następnie wszystko moczymy, zwijamy w rolkę i rolujemy, a potem suszymy. Podczas rolowania i suszenia czesanka się filcuje i zmniejsza swoją powierzchnię, a papier do której jest przyczepiona marszczy się, ale nie rozpada. Spytacie co jest ładnego w pomarszczonym papierze? Nic. Stanowi tylko bazę naszej robótki, sprawia, że czesanka trzyma się w jednym miejscu, a wzór nie rozjeżdża podczas filcowania. Po skończonej pracy wystarczy włożyć gotowy filc do wrzątku, by papieru się pozbyć. Tak! Artfelt’owy papier rozpada się pod wpływem wody w temperaturze 100 stopni. Widzieliście kiedyś coś podobnego?
Ta technika daje niesamowite możliwości. Możemy na przykład zrobić bardzo cienką chustę, z czesanki standardowej i aplikacjami z “ołówkowej”, a nawet szal z samej czesanki “ołówkowej”! Możemy ułożyć włókna na papierze w koronkowy wzór, połączyć włókna igłą w miejscach gdzie elementy motywu się ze sobą stykają i poddać wełnę filcowaniu. Po zamoczeniu naszej robótki we wrzątku papier się rozpuści, a my będziemy mieli piękny ażur. Uzyskanie czegoś podobnego bez papieru do artfelt’u jest bardzo, bardzo trudne.
Artfelt możemy także wykorzystać do ozdobienia filcowymi wzorami naturalnych tkanin takich jak jedwab i bawełna (technika ta jest podobna do nuno felting’u [6]).
Zaintrygowani? Dokładny tutorial możecie znaleźć na YouTube’owym kanale firmy Skacel, ale sam papier nie jest niestety dostępny w Polsce i trzeba go sprowadzać z zagranicy. Szkoda…

Sędziowanie na wybiegu

Stroje projektowane przez oficjalnych swatchersów mają być skończone do 2 października, a wyniki poznamy do 9 października. Tym razem ogłoszeniu zwycięzców będzie towarzyszyć większa niż dotychczas pompa. Sędziowie zgromadzą się w jednym miejscu [7], a konkretnie w studiu Stevena Berga w Minneapolis, w którym stanie prawdziwy wybieg. Po raz pierwszy będziemy mieli okazję zobaczyć Fiber Factor’owe ubrania w ruchu!

W ocenie prac sędziowie będą brali pod uwagę następujące czynniki:
1. Kreatywność.
2. Jakość wykonania.
3. Wrażenie wywołane pokazem na wybiegu.
4. Wykorzystanie materiałów obowiązkowych i niekonwencjonalnych.

Jestem bardzo ciekawa co zaprezentują nam uczestnicy w tym wyzwaniu, ale szczerze mówiąc trochę się tego boję. Codziennie odwiedzam konkursowe forum, czytam wpisy i oglądam zdjęcia, na których praktycznie nic nie widać. No, ale w sumie trudno się swatchers’om dziwić, że chcą do końca utrzymać tajemnicę przed swoimi konkurentami. Temat materiałów niekonwencjonalnych praktycznie nie jest poruszany. Mam wrażenie, że część uczestników jeszcze nie wie co wykorzysta i wszyscy walczą z artfelt’em. Cóż, albo rzeczywiście wyjdą z tego arcydzieła, albo wyjątkowo kiepska “Cepelia”. Zobaczymy.

Panika w wersji nieoficjalnej. 

Oczywiście w tym wyzwaniu również mogą brać udział obserwatorzy konkursu. Termin wysyłania prac mija 8 października, więc czasu jest bardzo mało, ale mam niecny plan, by zrobić coś nietypowego. Oczywiście będę musiała złamać kilka zasad [8], ale który prawdziwy artysta się ich trzyma? Trzymajcie kciuki. :)

Jeśli ominęły was moje wpisy o poprzednich wyzwaniach, albo chcecie być na bieżąco zachęcam do grzebania w chmurze tagów bądź skorzystania z już nie tak małej ściągawki:
1. “The Fiber Factor” – post o konkursie i pierwszym wyzwaniu – “Knit your life”.
2. “Endless summer” – post o mojej interpretacji pierwszego wyzwania.
3. “Kolor w pudełku” – post o drugim wyzwaniu, czyli “Color inside the box” i pierwszych zmaganiach z wielokolorowym dzierganiem.
4. “Color inside the box – publikacja i stado nosorożców” – nieco więcej o drugim wyzwaniu.
5. “Blank slate” – post o trzecim wyzwaniu.
6. “Expressowo o maszynach dziewiarskich” – wstęp do czwartego wyzwania.

7. “Express yourself” – post o czwartym wyzwaniu.

[1] Nawiązanie do “Autostopem przez galaktykę” Douglasa Adamsa jest całkowicie zamierzone. :)
[2] Dla niewtajemniczonych: czesanki to szerokie taśmy długich, równolegle ułożonych włókien roślinnych lub zwierzęcych powstałe w procesie przędzenia. Ich nazwa pochodzi od czesania, któremu poddawane są włókna, by usunąć z nich zanieczyszczenia.
[3] Opis filcowania opracowałam na podstawie informacji, które zdobywałam przez lata do Babci i filcujących koleżanek. Wpływ na niego miały też moje wnioski i obserwacje z obejrzanego na YouTube’ie “maratonu” filmików filcowych. Jeśli są tam jakieś poważne błędy dajcie mi znać w komentarzach. :)
[4] No dobrze, nazwę uknułam sama. Podejrzewam, że na co dzień ludzie używają bardziej dosadnych określeń.
[5] Oczywiście nie mam tu na myśli odmiany szatańskiej. 😉
[6] W nuno felting’u igłami, namydloną wodą i rolowaniem łączy się naturalne tkaniny i czesankę. Sfilcowana wełna marszczy tkaninę tworząc bardzo ciekawą fakturę.
[7] Jaka ulga! Wreszcie nie będą to fatalnej jakości nagrania z videokonferencji i może będzie cokolwiek widać i słychać. 😉
[8] Chyba, że wykombinujecie mi skądś szybko papier do artfelt’u oraz włóczki i czesanki firmy Schoppel.

4 Comments

  1. Paula, dziękuję bardzo. Zajrzałam do Twojego i na pewno będę go odwiedzać. Cudna córa, piękne swetry! :) Pozdrawiam serdecznie.

  2. Witaj Aniu, prowadzisz bardzo fajnego bloga! Jest bardzo swiezy i przyjemnie sie go czyta.
    Serdecznie pozdrawiam!

  3. Ojej… Dziękuję. To strasznie miłe. ^-^

  4. Cześć!
    Naprawdę lubię czytać Twoje posty, masz dar do pisania. :)

Zostaw po sobie ślad. Uwielbiam czytać komentarze!