Princess mode on

Zaczyna się bardzo niewinnie. Bajki na dobranoc, bale przebierańców w przedszkolu, filmy Disneya… a potem już tylko kręcenie nosem i marzenia o księciu na białym koniu. Chyba każda dziewczyna (i pewnie niejeden chłopak) kiedyś chciała być księżniczką i choć raz dmuchając świeczki w dniu swoich urodzin zażyczyła sobie własnej wróżki chrzestnej i sukni z bufiastymi rękawami.

Mnie już na szczęście dawno przeszło, ale zostało jedno malutkie “pałacowe” marzenie – tiara. Tak, już słyszę wasze parsknięcia. Z nieznanych mi powodów nikt nigdy nie traktował mojej zachcianki poważnie. “Gdzie ty będziesz nosiła tiarę ?” – pytali. Odpowiedź “W domu” była zbywana pobłażliwym uśmiechem jakim obdarowuje się nieszkodliwych wariatów. Być może trochę na przekór wszystkim uwagom i przewracanym na wspomnienie o tiarze oczom, marzenie o błyszczącej mini-koronie we włosach pozostało silne i żywe. W końcu postanowiłam coś z tym zrobić. Przecież nie po to jestem rękodzielnikiem, by siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż mi tiara spadnie z nieba. Postanowiłam zrobić ją sobie samodzielnie.
Projekt “Tiara” miał mieć swój wielki finał na mojej tegorocznej imprezie urodzinowej i, powiem nieskromnie, radość z efektu końcowego pokryła zniechęcenie problemami, których mi przysporzyła jego realizacja.

 

Po pierwsze – kruszec. Tu obyło się bez problemów, bo złoty sznurek kupiłam w hurtowni dodatków krawieckich, by ozdobić nim moją suknię na Orkon i ostała się całkiem spora szpulka. Wystarczyło ją tylko znaleźć. 😉

Po drugie – baza. Odpowiedniej opaski do umocowania tiary szukałam kilka tygodni. Chodziłam po wszystkich sklepach, które mi przyszły do głowy i koniec końców zdecydowałam się na zakup czarnej opaski metalowej z przyczepionymi do niej drucianymi pętelkami. Zostały stworzone do przytrzymania opadających kosmyków, ale ja chciałam bezpośredno na nich wydziergać tiarę.

Po trzecie – projekt. Powstał bardzo szybko po tym jak wzięłam do ręki opaskę. Wystarczyło zliczyć ilość pętelek i porobić kilka prostych obliczeń, by tiara była symetryczna, a potem rozrysować to wszystko w słupkach, półsłupkach i oczkach łańcuszka.

Po czwarte – wykonanie. To była prawdziwie koronkowa robota. Najtrudniejsze były pierwsze rządki, przy których cieniutkim szydełkiem musiałam przeplatać złoty sznurek przez druciane pętelki opaski. Palce bolały mnie jeszcze kilka dni później, ale było warto. Jeśli się dobrze przyjrzycie z pewnością dostrzeżcie, że stworzyłam skromną, szydełkową wersję pięknych ozdób, które nosiła Natalie Dormer w “Tudorach”. 😉

Zdjęcia zrobiła moja wspaniała Siostra, Kasia. :)

szydełkowa tiara
szydełkowa tiara
szydełkowa tiara
szydełkowa tiara
szydełkowa tiara
szydełkowa tiara

 

PS. Pewnie wszyscy już widzieli “Big Bangową” scenę z Amy i tiarą. Podobnie reaguję na nowe włóczki. 😉

4 Comments

  1. Jest boska :) Bardzo mi się w niej podobasz :)

  2. Tiara! Jaka piękna! I ty piękna w niej! :)

Zostaw po sobie ślad. Uwielbiam czytać komentarze!